in LIFESTYLE, ORGANIZACJA

NEWSLETTER – CZY MUSI KOJARZYĆ SIĘ TYLKO Z ZAPCHANĄ SKRZYNKĄ?

at
newsletter-czy-musi-kojarzyc-sie-tylko-z-zapchana-skrzynka

    Budowanie listy mailingowej, czyli tzw. posiadanie w swojej ofercie newslettera, jest ostatnio bardzo popularne. Nie dziwię się. Zawsze to kolejny sposób na pozyskanie i zatrzymanie przy sobie na dłużej czytelnika. Ale jak wszystko w życiu w tej kwestii medal ma również dwie strony, bo newsletter newsletterowi nie równy

Są takie, które rzeczywiście niosą ze sobą coś więcej dla czytelnika i mogą stać się mega inspirujące. Ale są też takie, które prócz wzmianki o nowościach na blogu nie wnoszą nic nowego. Wszystko jest uzależnione od tego czego szukasz. 

Dla mnie osobiście newsletter jest dodatkiem, więc zapisuję się tylko na takie, które rzeczywiście dają mi coś poza to co znajdę na blogu. Nawet jeśli to coś więcej to tylko rozwinięcie tematu. Wystarczy. To już jest dla mnie wartość dodana, z której mogę jakoś skorzystać. 

Z NEWSLETTEREM W SEPARACJI

    Odkąd zaczęłam blogować natykałam się na newslettery coraz częściej i od tego czasu zaczęłam się też na nie częściej zapisywać. Na początku nawet je czytałam. Ale co to za wyczyn, kiedy jesteś zapisany na kilka list mailingowych i nie ma tego dużo. Wygospodarować czas to nie problem. Z czasem treści zaczęło jednak przybywać. Odkrywałam nowe miejsca pełne inspiracji. Byłam ciekawa co autor może mi jeszcze zaoferować i dawałam mu na siebie namiary, bo chciałam tych dobroci więcej. Jeśli było coś więcej to pół biedy. Często jednak duże obietnice nie kończyły się niczym spektakularnym w myśl przysłowia krowa, która dużo ryczy … Ale wiadomości napływały dalej, bo przecież uporządkuję to później.

Nie trudno się domyślić jaki jest morał tej bajki.

Z czasem ilość materiałów zaczęła przerastać mnie i moją skrzynkę, a ja ze strachu przestałam tam zaglądać. Straciłam nad tym kontrolę. Wybrałam najprostsze rozwiązanie. Założyłam nowego maila, a na tamtym pozwoliłam wiadomościom z newsletterów żyć swoim życiem. W tym momencie newslettery zaczęły mi się kojarzyć tylko z zapchaną skrzynką, więc nawet nie dawałam im okazji do tego, by coś z nich dla siebie wyciągnąć. 

GENERALNE PORZĄDKI

   Ucieczka od problemu to jednak żadne rozwiązanie, więc pewnego dnia postanowiłam zmierzyć się z tym co mnie przerosło. Poza tym rezygnacja z adresu mailowego, z którego często korzystaliście to głupie posunięcie. Odnaleźć coś ważnego w stercie tego spamu to nie lada wyzwanie. Musiałam ogłosić generalne porządki. 

Było to czasochłonne, ale bałagan też nie zrobił się w jeden dzień. Przeglądałam wiadomości i jeśli widziałam, że dalsza subskrypcja nie przyniesie mi niczego wartościowego grzecznie dziękowałam za współpracę. Potem odkryłam, że jest strona, która mogła to zrobić o wiele szybciej. Mam jednak wrażenie, że nie pokazuje ona wszystkich subskrypcji. Ale spróbować można, zawsze to potem trochę mniej roboty.

Chcesz zrobić porządek w newsletterach? Spróbuj tego!

NEWSLETTER CENNE ŹRÓDŁO INSPIRACJI

  Dzięki tym porządkom zaczęłam wreszcie korzystać z newsletterów jak należy. To znaczy zaczęłam je w końcu czytać. A nawet czerpać z nich garściami. Bo przecież o to w tym chodzi, żeby coś z tego mieć.

Okazało się, że czytanie ich to wspaniałe źródło inspiracji i pomysłów nie tylko do zastosowania w życiu. Czytając wartościowe maile zwłaszcza z tematyki, która mnie interesuje i robiąc z nich notatki mam coraz więcej pomysłów chociażby na treści blogowe. Jedno zdanie potrafi być inspiracją, która sprawia, że tworzą się kolejne pomysły, a jak wiecie inspiracji nigdy dość. Poza tym jak otworzy się jedna zapadka w głowie to wiecie samo jakoś idzie. 

Poza tym zostawiając na mailu subskrypcje, z których napływają naprawdę wartościowe treści, zyskałam wiele cennych i pomocnych rad, które nie raz pewnie jeszcze wykorzystam. Teraz newsletter to dla mnie cenne źródło inspiracji i pomysłów, a nie tak jak kiedyś przyczyna zapchanej skrzynki. Czytanie newsletterów stało się dla mnie tak ważne i cenne jak czytanie książek. Zwłaszcza tych poradnikowych i rozwojowych. I czerpię z nich garściami. Naprawdę polecam spróbować i dam im szansę. Po uprzedniej selekcji oczywiście. 🙃


Ciekawa jestem jak z newsletterami jest u was? Są przyczyną zapchanej skrzynki, na której ciężko coś odnaleźć czy czerpiecie z nich garściami, bo to świetne źródło inspiracji? Opowiedzcie mi o swojej newsletterowej przygodzie.

A jeśli sami prowadzicie ciekawego, inspirującego i wartościowego newslettera zostawcie link w komentarzu i napiszcie kilka słów co można zyskać dzięki subskrypcji! Chętnie skorzystam, a może i ktoś z czytelników znajdzie coś dla siebie. 


  • Ja też miałam taki moment, że zapisywałam się na dużo newsletterów. Muszę z tym zrobić porządek, bo też wiele nic do mojego życia nie wnosi. :/

    Sama staram się nie zapychać innym skrzynek z moimi mailami. Piszę wtedy, gdy wiem, że mam coś ważnego do przekazania. Mam nadzieje, że jakoś mi się to udaje.:)

    • Lepiej czasem rzadziej, a przynajmniej z czymś ważnym do czytelnika przyjść. Na to trzeba mieć pomysł, bo to taki drugi blog i zupełnie nowe treści. Jeśli ktoś go nie ma to da się od razu w mailach wyczuć i niestety nie czyta się ich chętnie. 🙂

      Akurat Twój to jeden z przykładów jak ciekawie newsletter można prowadzić 🙂

  • Megly

    Najgorsze jest to, że czasem zapisujemy się do jakiegoś newslettera przypadkiem, a potem trzeba to odkręcać.
    Naprawdę niewiele mam zasubskrybowanych wartościowych newletterów, które czytam z chęcią.
    Reszta to przypadkowe różności, które jak dla mnie są spamem.
    Ja podchodzę do newsletterów troszkę jak do jeża.
    Pozdrawiam serdecznie! 🙂

    • W ogóle się Twojemu podejściu nie dziwię Megly 😀 Strach pojawia się w oczach, kiedy przychodzi czas na uporządkowanie tego wszystkiego 😀 Ale warto ten czas poświęcić dla własnego komfortu korzystania z takiego maila 🙂

      Pozdrawiam! 🙂

  • Moja droga z newsletterami była podobna – choć u mnie zamiast blogowych dominowały te sprzedażowe (bo tak lubię tę markę, a tutaj dają zniżkę 20%, a z tymi muszę być na bieżąco…). Najpierw zapisywanie się na wszystko, potem kilkadziesiąt wiadomości dziennie i totalny chaos na skrzynce. Wreszcie udało mi się zrobić z tym porządek i zostawić tylko te subskrypcje, z których faktycznie korzystam. Teraz jeśli zauważam, że coś zaczyna mnie męczyć, zamiast przerzucać to do kosza bez czytania, od razu się wypisuję. Mój komfort korzystania ze skrzynki mailowej znacznie się zwiększył 🙂

    • Choć nie mam wielu subskrypcji ze sklepów to mam wrażenie takie maile są jeszcze gorsze niż te wysyłane przez blogerów. Jestem zapisana tylko do 2-3 księgarni internetowych, a czasem tylko przez jeden dzień tylko z tego miejsca potrafi przyjść do kilku maili. 🙂 Kilka takich miejsc, które co chwila przypominają o promocjach czy nowościach i masa maili zapychających skrzynkę gotowa. 🙂

      Cieszę się, że nad tym zapanowałaś Matylda! ♥

  • Newsletter powinien być źródłem inspiracji, albo jakimś profitem dla subskrybentów np. zniżką. Jednak i u mnie ostatnio skrzynka pęka w szwach od tych maili. Dzięki za ten wpis, dzisiaj działam ze skrzynką i rezygnuję z niepotrzebnych zapychaczy 😉

    • Cieszę się, że tekst zainspirował do zrobienia z tym porządku. 😉 Koniecznie daj znać Ewelina jak poszło! 😀

      • Migusiem rozprawiłam się z tym czego nie chcę czytać. Teraz jest o wiele lepiej 🙂

  • Kiedy zauważam, że newslettera z danego źródła nie odczytuję przez jakiś czas, to od razu klikam magiczne unsubscribe 🙂 Utrzymywanie porządku z skrzynce mailowej, zwłaszcza jeżeli wykonuje się sporą pracę przy komputerze i porozumiewając się tą drogą to moim zdaniem niezbędny element 🙂

    • Konieczność 🙂 bo można łatwo się zagubić w tej masie treści. Niestety czasami musimy poświęcić swój cenny czas, by ten bałagan, któremu pozwoliliśmy się rozrosnąć posprzątać. 🙂

  • Staram się na bieżąco robić porządek w newletterach, i wypisuję się, jeżeli przestaję czerpać inspirację.

    • Chyba najlepsze z rozwiązań Kamila 😀 Życzę, żeby ten porządek i ład nie został już zaburzony! ♥

  • Miałam skrzynkę zapchaną do niemożliwości. Któregoś wieczoru usiadłam i zrobiłam czystkę: co czytam, czego nie. I te ostanie usunęłam. To spowodowało, że bardziej świadomie zapisuję się teraz na nowe.

    Ja, wbrew tendencji, nie mam potrzeby zapisywania się na newslettery. Miejsca, które lubię regularnie odwiedzam. Zawsze:))) może to staromodne, ale lubię wchodzić bezpośrednio na blog, nie dzięki newsletterowi.
    Ściskam.

    • Też tak mam, że nowe teksty czytam dzięki odwiedzinom bloga, a nie informacjom w newsletterach czy chociażby social mediach. Dlatego takie wiadomości niczego dla mnie nie wnoszą i grzecznie za nie dziękuję 😀

  • Ja wypisałam się z większości newsletterów, do których byłam zapisana, bo poszłam do wniosku, że właśnie poza zapchaną skrzynką nic mi nie dają. Nie wiem, może kiedyś jeszcze do tego wrócę, ale na razie robię sobie mały odpoczynek do tego. No i skrzynka taka jakaś bardziej przejrzysta 🙂

    • Przejrzysta skrzynka to z pewnością ogromne ułatwienie i komfort. 🙂 Nie dziwię się, że przytłoczył Cię ten napływ maili i straciłaś ochotę na bawienie się w ich czytanie. Czasem, choć to smutne, treści pełne spamu i nic nie wnoszące psują nasze podejście i przez to możemy tracić dużo ciekawych i wartościowych treści. 🙂

  • Ostatnimi czasy staram się regularnie czyścić skrzynkę. Pozostało mi jedynie (troche bardzo za delikatnie powiedziane) przejrzenie skrzynki głównej, gdzie nie robiłam nigdy porządków. Newslettery jednak przeglądam po nagłówkach (większość to sklepy) i jak nic w danym momencie nie potrzebuję, to usuwam 🙂

    • To ja znów do niewielu newsletterów sklepowych jestem zapisana. Najczęściej to takie pisane przez blogerów. Ciężko jest czasami zebrać się do tego, żeby uporządkować te treści. Zwłaszcza mając świadomość, że może być ich DUŻO. Ale czasami warto poświęcić temu swój wolny czas. 🙂

      • Zwłaszcza, że jeśli będziemy to odkłądać, to będzie ich jeszcze więcej. U mnie te newslettery sklepowe często wynikają z dokonanych zakupów – można się jednak z nich wypisać, ale to znowu wymaga czasu 🙂

  • Od samego początku zapisywałam się na inną skrzynkę niż główna. Skoro mam drugi adres, to czemu nie zostawić namiarów u wszystkich. W pewnym momencie przestałam na tamtą pocztę zaglądać. Obecnie pewnie jest tam z 1000 maili. Teraz nadal zapisuje się na inną niż główną skrzynkę, ale robię to bardziej wybiórczo. Pocztę odczytuję na telefonie, więc mail zawsze przeczytam, a tak… W starym miejscu straciłam kontrolę.

    • Nie problem stracić nad tym kontrolę. 🙂 Zwłaszcza, że maile ciągle napływają, a my z czasem czasami możemy stać krucho. 🙂 Teraz wiem, że zapychanie sobie ważnego maila takimi wiadomościami to głupie posunięcie, ale na szczęście udało się nad tym zapanować. 🙂

  • Przyznam się szczerze, że jestem zapisana na jeden, góra dwa newslettery. Z jednej strony bardzo staram się, aby nie stawiać ich na równi ze spamem, ale czasami skojarzenia nasuwają się same. Prowadzić dobry newsletter to bardzo ciężkie zadanie. Tworzyć ciekawe treści na bloga, a do tego dodatkowe na mailing – człowiek, musi sypać pomysłami, a przynajmniej poświęcać ogrom czasu na ich wymyślenie i uporządkowanie. Nie każdy to potrafi/ma możliwość.
    Może błądzę i dużo tracę. Być może pogodzę się z newsletterami i dam im szansę zaskoczyć mnie pozytywnie. Zapytam z ciekawości, jakie są twoje ulubione?

    • Zgadzam się ze wszystkim co piszesz Magda 🙂 Prowadzenie wartościowego newslettera to jakby prowadzić drugiego bloga. Jeśli nie ma się na to pomysłu można nieźle popłynąć. To jest właśnie taka rzecz, która mnie ciągle przed decyzją wystartowania z newsletterem hamuje. Nie mam pomysłu, który okazałby się wartością dla jego odbiorców. 🙂

      A co do polecenia mojego ulubionego to na tę chwilę bezkonkurencyjnie najlepszy jaki czytam i nie opuszczam to newsletter Kasi z bloga worqhop.pl. Z tego co się orientuje to ma ich chyba 3 😀 na pewno taki odnoszący się do blogowania i coś dla lubiących Project Life. 🙂

  • Jestem zapisana na newslettery moich ulubionych blogów i większość z nich czytam, bo każdy z nich jest rewelacyjnym uzupełnieniem treści z bloga (mistrzynią jest tutaj dla mnie Kasia z worqshop). Sama mam na blogu okno do zapisywania się na newsletter, ale ostatniego mejla wysłałam ponad pół roku temu… Nie mam na niego pomysłu i planuję to zmienić, jednak póki dobrych treści nie będę mieć, nie wyślę do zainteresowanych ani słowa 🙂

    • Aaaa, zapomniałam! Jest taka aplikacja, która pomoże wypisać się masowo z niechcianych newsletterów 🙂 To unroll.me – polecam!

      • Unroll.me znam, nawet podlinkowałam w tekście 😉 ale ktoś może w komentarzach też szukać więc super, że o tej stronie wspomniałaś 😉

    • Newsletter Kasi uwielbiam! 🙂 I to też jest mój ulubiony, którego śmiało, bez obaw o jakikolwiek spam mogę polecić 🙂 To co piszesz jest właśnie takim argumentem, który mnie samą ciągle powstrzymuje przed założeniem swojego newslettera. Brak mi na niego pomysłu, żeby był ciekawy i przede wszystkim pomocny dla odbiorców. Ale może kiedyś … Póki co intensywnie myślę 😉

  • W mojej skrzynce dominują newslettery ulubionych sklepów, ale dziady wysyłane są w takich ilościach, że odechciewa się wszystkiego, a już na pewno zakupów haha :D. Jeżeli chodzi o blogosferę, subskrybuję jakieś 2-3 newslettery i muszę to jak najszybciej odkręcić, bo to totalne pierdolety z clickbaitowymi tytułami :-p.

    • 😀 Nie no takie pierdoły to absolutnie nie są Ci do niczego potrzebne 😀 mnie ze sklepowych newsletterów to bombardują tylko z księgarni internetowych 😀 tylko albo aż 😀

  • Kajetan Sobczak

    Newsletter to świetne narzędzie marketingowe, potrafi generować ogromny ruch. Jednak sęk w tym, aby po prostu używać go z głową. Tylko i zarazem aż tyle.

    • Oczywiście, że świetne narzędzie i umiejętnie użyte może przynieść całą masę zysków, ale jak piszesz wielu przerasta stworzenie dobrego newslettera.

  • Przyznam się że mam podejście do Newsletterów takie jak Ty kiedyś. Z reguły staram się nawet nie zapisywać. Mam może ze 2-3, które rzeczywiście czytam. Resztę kasuję lub wypisuje się.

    • Lepiej czasem zapisać się na kilka, ale takie, z których rzeczywiście coś czerpiemy. Inaczej to nie do końca ma sens. 🙂

  • W sumie ostatnio sama założyłam, ale to już planowałam wcześniej. Na tę okazję przygotowałam przy zapisie darmowy ebook z 10 najpopularniejszymi przepisami na blogu. Wszystkie opatrzyłam jeszcze tabelką z wartościami odżywczymi i kaloriami. W moim przypadku celem newslettera jest bliższy kontakt z czytelnikiem. Wychodzę z założenia, że zapisują się na niego tylko osoby zainteresowane. Bo przecież w każdej chwili można się wypisać. Takie osoby też najczęściej z chęcią czytają bardziej prywatne rzeczy, których nie publikuję na blogu. Są one też bardziej otwarte w swoich wypowiedziach wiedząc, że ich odpowiedzi są widoczne tylko dla mnie, a nie dla pozostałych czytelników.

    • Też kiedyś chciałabym z newsletterem wystartować. Ale dopiero w momencie, kiedy będę miała na to jakiś ciekawy pomysł. Najważniejsze to znaleźć swój cel. To, że dzielisz się bardziej swoją prywatnością i chcesz zbudować w ten sposób fajną i zażyłą relację z czytelnikami to też jest świetna opcja. Grunt to mieć jakiś cel i się go trzymać. 🙂

      A co do e-booka, o którym wspominasz to wiesz, niedawno w sieci powstało takie miejsce (e-biblioteka), na której można swoje dodatkowe materiały udostępniać za darmo, a przy tym umożliwić szerszej publiczności odbiór swoich treści. Jeśli byłabyś zainteresowana to pod podanym linkiem możesz przeczytać więcej https://drive.google.com/file/d/0B45oBSWIvvNrVDNGdzNiRTREdmc/view 🙂

  • Aga

    Właśnie przeprowadzam czystkę newsletterową, bo właśnie zaczęły mnie przerastać 🙂 Ale przyznaję, że są takie, które cenię i dzięki nim jestem na bieżąco z treściami, które mnie faktycznie interesują. Czyli nie taki newsletter straszny.

    • Oczywiście, że są wartościowe newslettery! 🙂 Sama mam takie, z których nie zrezygnuje choćby miały mi zapchać skrzynkę, ale stworzenie takiego newslettera to nie takie proste zadanie, dlatego wiele z nich nie przyciąga na długo. 🙂

Close