in MOTYWACJA

CHCIEĆ TO MÓC MÓWILI … CZY MOŻNA WIĘC CHCIEĆ ZA BARDZO?

at
chciec-to-moc-mowili-czy-mozna-wiec-chciec-za-bardzo

Chcieć to móc, bo jeśli czegoś bardzo chcesz to jesteś w stanie to osiągnąćSłowa, które mają pomóc w przekonaniu siebie, że tylko chęci do działania i konsekwentne ich realizowanie są w stanie doprowadzić nas do upragnionego celu.

Jest w tym dużo z prawdy, bo jeszcze nigdy bezczynność i czekanie na odpowiedni moment nie przyniosło nikomu szczęścia w postaci spełnionego marzenia czy chociaż znalezienia się choć krok bliżej.

Co jednak, kiedy zaczynamy chcieć za bardzo? Czy istnieje w ogóle taki stan, w którym chcemy czegoś zbyt mocno? Czy niesie to za sobą pozytywne bodźce do dalszego działania? Bo skoro chcę to mogę to jeśli bardzo chcę to bardzo mogę? Niby logiczne.

Nie wiem jak jest z tym u was ale na mnie ta zależność w ogóle nie działa. A jeśli działa to zupełnie odwrotnie doprowadzając mnie do mętliku w głowie, z którym nie umiem sobie poradzić. 

CHCIEĆ ZA BARDZO

    Czy można w ogóle chcieć czegoś za bardzo? Wychodzi na to, że można. Zwłaszcza wtedy, kiedy za bardzo Ci zależy. I wcale nie chodzi o to, że chcesz za dużo, że oczekujesz od życia cudów na kiju a Twoje pragnienia są po prostu wyssane z palca. Wystarczy tylko tyle, że za bardzo Ci na czymś zależy, że nastawiasz się na sprzyjające wiatry i pokładasz w tym dużą nadzieję, że się uda. Im bardziej chcesz tym możesz mniej. Przynajmniej ja tak mam.

I nie chodzi o to, że nie mam motywacji do działania. Nie chodzi o to, że nie potrafię się zmobilizować tylko szukam kolejnej wymówki. Wręcz przeciwnie. Tego wszystkiego jest, aż w nadmiarze, bo z odkładania na potem i szukania okazji do zrobienia czegoś jutro chyba wyrastam. Jak widać nadmiar szkodzi.

Więc w czym jest problem, że pomimo chęci do działania, względnego planu i pomysłu i tak nie wychodzi? Nie znam jednoznacznej odpowiedzi, dlatego wciąż się z tym problemem borykam i proporcjonalnie do chęci zrobienia czegoś fajnie wzrasta trudność dobicia do brzegu w ogóle. 

CHCIEĆ TO NIE MÓC

Ostatnimi czasy chcę za bardzo.

Za bardzo ze wszystkim zdążyć, za bardzo być ciągle na wysokich obrotach i robić wszystko dobrze, za bardzo wypełniać ustalony plan i za bardzo wszystkich uszczęśliwić. Za bardzo wrócić do formy sprzed choroby, która sprawiła, że mój pociąg się wykoleił a ja nie umiem postawić go na torach i jechać dalej. A najgorsze jest to, że chce, bo to wszystko daje mi radość, a za nic nie mogę ruszyć z tego martwego punktu.

To widać i w moim prywatnym życiu i tutaj na blogu też, a ja nie mam już ochoty udawać, że wszystko jest dobrze i dam radę. Bo im bardziej chce dawać radę tym mniej z tego wychodzi. I wtedy stwierdzenie, że chcieć to móc doprowadza mnie do takiej frustracji o jaką się nawet nie podejrzewałam. I choć są ludzie i rzeczy, które potrafią mnie wyrwać z natręctwa myśli to jednak nie pomaga to na długo.

ODPUŚĆ JAK TO ŁATWO POWIEDZIEĆ

   Więc chyba jedyne co na tę chwilę mogę to przestać chcieć i udać, że w ogóle mi nie zależy. Może ta obojętność i brak zbytniego zaangażowania sprawi, że niczym nie wymuszona ochota pojawi się sama, bo im bardziej próbuję z tym walczyć tym bardziej przeciwnik narasta w siłę, a ja słabnę i spadam w dół. I nie pomaga odpuszczanie ani wrzucanie na luz. Bo jak wrzucić na luz, kiedy z tyłu głowy masz ciągle wiszącą nad Tobą chęć, której nie możesz wykorzystać. Bo jak Ci się nie chce to pół biedy. Masz gdzieś i zajmujesz się czymś innym. A jak chcesz a nie wychodzi to nie jesteś w stanie się od tych myśli kołujących w głowie uwolnić.

A przecież tak wiele w życiu zależy właśnie od nas.

BO CHCĘ ZNÓW MÓC

   No to ja chyba jestem w takim punkcie, w którym ktoś pociąga za sznureczki, a ja udaję, że mam na wszystko wpływ. I wiem mogłabym sobie odpuścić, powiedzieć weź wyluzuj to jeszcze nie koniec świata. Mogłoby tak być. Ale kiedy pracujesz na coś każdego dnia i nagle pomimo ogromnych chęci budowania czegoś dalej nic Ci nie wychodzi to trudno odpuścić i zaprzepaścić wykorzystany czas, energię, siebie i powiedzieć sobie no weź odpuść. 

Bo pracowanie na coś wymaga dużo wysiłku, wielu godzin działania i ogromnego zaangażowania, a można to stracić tak łatwo, bo jak Cię nie ma to wypadasz z gry, a Twoje miejsce zajmuje ktoś inny.

Także może ktoś z was w zamian za pokazanie niedoskonałej, po prostu ludzkiej twarzy zdradzi mi sekret jak się z tym uporać. Będę wam niezmiernie wdzięczna.

niedoskonała M.

  • Nie wiem od czego zacząć. Więc chyba zacznę od końca. 🙂

    Niestety nie na wszystko mamy wpływ i nie ma wszystko wpływ będziemy mieli. Czasem choćbyśmy nie wiadomo jak się starali i jakie plany mieli, zawsze może pojawić się coś, co jest niezależne od nas i burzy nasze plany i cele.

    Niestety, ja w tym roku też się z tym zmagam. Poprzedni był zdecydowanie przychylniejszy. Powiedzmy, że mam jakiś plan, ogromną chęć działania, ale są pewne przeszkody nie do przeskoczenia, albo ktoś “kradnie” mój pomysł i robi to szybciej ode mnie. Niestety…

    Natomiast sama dewiza “chcieć to móc” jest mi od jakiegoś czasu bardzo bliska i zgadzam się z nią. Pomijając te czynniki niezależne od nas, o których wspominałam wyżej, jeżeli czegoś bardzo chcesz i działasz w tym kierunku wszechświat naprawdę jakoś inaczej zaczyna Ci sprzyjać, aby to się udało. Albo to jest tylko moje wrażenie, ale mam poczucie, że odkąd naprawdę uwierzyłam w pewne działania one się zmaterializowały.

    Wiadomo, zawsze coś może pójść nie tak, pojawi się jakaś przeszkoda, ale niestety wiele ograniczeń budujemy sobie sami i myślę, że w tym powiedzeniu właśnie o to chodzi, aby samemu nie budować sobie żadnych ograniczeń w stylu “nie da się”, “nie dam rady”, “to nie dla mnie”, “to za trudne”.

    A te czynniki na które nie mamy wpływu po prostu są i nie wiem czy to jest pocieszające, ale każdy się z tym zmaga.

    trzymam kciuki za Ciebie kochana! <3

    • Oczywiście, że samo chcieć to móc jest ogromnie silne i w połączeniu z konsekwentnym działaniem jest w stanie dać nam nawet więcej niż sami byliśmy w stanie poprosić. Nie raz się o tym przekonałam.

      Tylko teraz, kiedy od jakiegoś czasu borykam się z jakimś ‘kryzysem’, brakiem tej spontaniczności, która zawsze we mnie była bo za dużo zwaliło się na raz, brak mi takiego poczucia, że rzeczywiście płynę z prądem, a nie ciągle pod niego. I nawet z tych ogromnych chęci, które w sobie mam niewiele wychodzi.

      I to chyba demotywuje najbardziej, że jak się nie starasz i Ci nie zależy to jakoś się fajnie toczy, a jak zaczyna Ci zależeć bardzo bardzo to pojawia się mnóstwo rzeczy przeciwko Tobie.

      I wiem takie jest życie, nikt nie mówił, że będzie łatwo i nawet tej łatwości nie oczekuję, bo z trudności jestem w stanie wyciągnąć o wiele więcej niż z przychylnych wiatrów tylko chyba ten przesyt ‘życiowych dobroci’ mnie przytłoczył i jedyne rozwiązanie to zamiast kurczowo trzymać się jakiś określonych planów czy schematów to pozwolić sobie na powolne odkrywanie wszystkiego na nowo. 🙂

      Dzięki za tyle słów otuchy! <3

  • Na początek proponowałabym “niedoskonałą M” zamienić na “wystarczającą”, to zmienia perspektywę postrzegania siebie. Po drugie to ja tu widzę dwie kwestie: po pierwsze sprawdzanie się wobec opinii innych, a nie swojego poczucia bycia właśnie wystarczającą. A po drugie: kto narzuca ogrom tych rzeczy do zrobienia i co się stanie, jak odpuścisz? Nie wszystko. To, co najbardziej Cię zjada. Spróbuj zaibsereować swoje ciało – które z rzeczy zabierają Ci najwięcej energii i najbardziej Cię frustrują? Może to właśnie te, które mają Ci dać poczucie własnej wartości z zewnątrz i nie wynikają z Twojej potrzeby?

    I zgadzam się z Dagą. Nie na wszystko mamy wpływ. Zwolnij na chwilę, bądź offline. To tez zmienia perspektywę. Pozwala na nowo ustalić poziom ważności ważnych rzeczy w Twoim życiu.
    Ściskam. I uwielbiam czytać szczere, dobre teksty<3

    • “Może to właśnie te, które mają Ci dać poczucie własnej wartości z zewnątrz i nie wynikają z Twojej potrzeby?” – też tak chciałem napisać 🙂 Najczęściej własnie tak jest, że czynniki zewnętrzne bierzemy za własne…

    • Dziękuję kochana za tak dużo rzeczy, nad którymi dzięki Tobie bardziej się pochylę, bo nie przeczę, że muszę nad tym popracować. Moja niedoskonałość to raczej nie potrzeba bycia lepszym, bo teraz jest coś nie tak, tylko zwyczajne, ludzkie przyzwolenie do tego, że nie muszę być zawsze i we wszystkim dobra. Tak jak piszesz jestem wytarczająca i to jest ok, choć może niedoskonała nie kojarzy się najlepiej to dla mnie ma właśnie takie znaczenie, że po prostu ludzka.

      A co do ogromu rzeczy. Rzeczywiście może jest tak, że ja sama narzucam ich na siebie za dużo, ale taki tryb działania od zawsze mi odpowiadał. Lubię od siebie wymagać, lubię robić kolejne kroki odrobinę lepiej, oczywiście nic na siłę. Nie jestem dla siebie tyranem. Ale lubię dla siebie, a nie po to żeby szukać aprobaty u innych ludzi. Jasne jak każdy wiele radości daje mi kiedy ktoś mnie doceni i powie dobre słowo, ale nie uzależniam od tego swojego podejścia do kilku spraw.

      Problem jest w trochę za dużej ostatnio ilości problemów i niepowodzeń i to mnie przytłoczyło, ale mimo to chcę działać i robić swoje, tyle że poplątane myśli nie zawsze pozwalają mi się na tym skupić i wtedy nie wychodzi. Więc chyba większe skupienie się na sobie i trochę czasu bez tego, żeby zatęsknić, będzie dobrą opcją. 🙂

      • Ostatni akapit wskazuje na to, że chyba wzięłaś na siebie trochę za dużo, a że lubisz i chcesz, żeby było porządnie zrobione, to nic dziwnego, że nastąpiło zmęczenie materiału:))
        Trzymam mocno kciuki za odpoczynek i głęboki oddech. Pomoże:*

  • Powiem tak: wiem, co czujesz, bo nie raz miałam przerost chęci.. Chciałam być na jak najwyższych obrotach, wyrabiać ze wszystkim, szczególnie z tekstami, na które mam pomysły, a nie zawsze kiedy mam je zrealizować, albo momenty bez weny, takie że totalnie nie wiem za co się zabrać. Stwierdziłam, że czasem warto odpuścić, dać sobie na luz i dzięki temu powstał tekst “nie umiem odpoczywać”, teraz kiedy się tego uczę jest lepiej. Więc moja rada jest taka, byś nie wymagała od siebie nie wiadomo czego. Podziel czas na różne sfery, ktore są dla Ciebie ważne i poświęć go na to, a przede wszystkim pamiętaj o odpoczynku, relaksie i o rzeczach, które Ci sprawiają przyjemność, bo to napędza do działania 🙂
    Ściskam, powodzenia! :*

    • Chyba właśnie za bardzo pozwoliłam przenikać się sferze pracy i odpoczynku i tak naprawdę nie potrafiłam ani dobrze odpocząć, ani dobrze pracować. A że starałam się na siłę z tym walczyć to mieszało się to jeszcze bardziej. Chyba muszę wrócić do Twojego tekstu! <3

      Dzięki za dobre słowo! <3 To mega pomaga!

      • Wiem jak ważne jest dobre słowo, szczególnie w takich chwilach:) nie ma sprawy! Trzymam kciuki, by było wszystko ok! <3

  • kochana, bądź niedoskonała i bądź z tego dumna! 🙂 sama widzisz jak wielu ludzi obdarowało Cię już ciepłymi słowami, gdy odsłoniłaś kawałek nieperfekcyjnej siebie 🙂
    Ja, z kolei, czytając Twoje słowa zastanawiałam się czy nie stawiasz sobie zbyt wysokich oczekiwań. Bo chcesz więcej, szybciej, na już. Bo powinnaś być lepsza, bardziej efektywna. Może warto się przyjrzeć temu co myślisz o “powinnościach”- o tym jaka powinnaś być i jakie efekty osiągać? I obdarzyć siebie empatią, przytulić, a zamiast kopać w dupę za to, że nie jest tak jak być powinno, skupić się na tym co daje Ci powera do dalszego rozwoju?
    Trzymam kciuki za przezwyciężenie kryzysu i jeśli masz ochotę pogadac, pisz na priv! :*

    • Lubię stawiać przed sobą wysokie oczekiwania i to absolutnie nie odbywa się na zasadzie postanowię więc muszę. Tylko takie podejście sprawia, że nawet jeśli zrobię minimum, co też się zdarza i nie mam o to do siebie żalu, to nawet z tego minimum wynika zawsze jakiś dodatkowy plus. A teraz … znalazłam się w takim punkcie kiedy po niezłych turbulencjach życie powoli wraca do normy, ja chcę wracać z nim, a coś mnie nadal blokuje i nie mogę z tego miejsca ruszyć. I nie wiem co jest nie tak. Ale jak zawsze wywalenie z siebie tych złych emocji pomaga, choć to dla mnie zawsze ostateczność. 😉

      Dziękuję za wsparcie i tyle ciepłych słów! <3

  • Wiem co czujesz też tak czasami mam 🙂 i wtedy robię sobie krótką listę rzeczy, które są dla mnie ważne – ale takie na maksa. Staram się zrobić dosłownie kilka punktów z listy i zaczynam się rozpędzać wracając na dobry tor 🙂

    • To ja chyba też muszę się o kilka kroków cofnąć, żeby mieć miejsce na to ponowne rozpędzenie 😉 Dzięki za dobre słowo!<3

  • Felipe

    Niedoskonała? Dla mnie Cudowna tylko czasem zakręcona:) i za dużo od siebie wymagająca. Bedziemy walczyć Milena ten post to pierwszy krok 👍 zrobisz kolejne! Tyle tutaj ode mnie…

  • Chyba nie ma czegoś takiego – chcieć za bardzo. Można za to zafiksować się na czymś tak bardzo, że nie dostrzega się alternatywnych rozwiązań problemu…
    W takich sytuacjach warto jeszcze raz przyjrzeć się swoim celom i sprawdzić, jak to już wcześniej Aga pisała w komentarzu, czy to są naprawdę twoje cele? Może jednak nie, nie wszystkie? Jeżeli twoje, to czy je realizujesz na własnych warunkach? Czy idziesz drogą, którą ktoś wytyczył, czy też idziesz drogą zgodną z tobą? Co mówisz do siebie, gdy ci nie wychodzi? Może się obwiniasz, może zaciskasz zęby i walczysz? Jeżeli z czymś walczysz, to wzmacniasz bardzo to coś, co chcesz zwalczyć w sobie. Lepiej być bardziej wyrozumiałą dla samej siebie…
    Ostatnio odkryłem ciekawe ćwiczenie, właśnie je testuję na sobie 🙂 Może i tobie się przyda? Jeżeli z jakimś istotnym celem nie możesz sobie poradzić, chociaż bardzo dużo wysiłku w jego osiągnięcie wkładasz, to pójdź “boczną drogą”. Poszukaj czegoś na czym ci zależy, ale nie jest związane z głównym celem. I postaw sobie wyzwanie. Ważne aby efekt wyzwania był policzalny, realny do wykonania w wyznaczonym czasie, ale nie możesz być pewna, że ci się uda i koniecznie musi być to coś, co jest zależne od ciebie oraz samo zadanie nie jest obojętne, tylko naprawdę sprawi ci satysfakcję. Może być to coś co będziesz robić przez kolejne 7 dni lub obejdziesz się bez tego przez 24 godziny, może poprawisz jakiś osobisty rekord. Coś co uznasz za zwycięstwo, twoje zwycięstwo. Nie wiem czy jasno wytłumaczyłem, czy się zaplątałem?
    Chodzi o to, że człowiek, który nie może dobić się do celu potrzebuje sukcesu, zwycięstwa, aby stwierdzić, że nie jest taki zły i do niczego. Że jednak może. A jakoś tak się w życiu dzieje, że jak osiągniesz sukces, to rodzi on kolejny. Zaczynasz lepiej myśleć o sobie, masz poczucie sprawczości, którego do tej pory tak bardzo brakowało…

    • To ja właśnie w taki etap życia wdepnęłam, że chyba potrzebuję takiego mini sukcesu, który będzie miał dla mnie duże znaczenie i napędzi taką świadomość, że mogę,potrafię i wychodzi. Bo niestety ale jak nałoży się na siebie kilka niepowodzeń to trudno jest to podejście w sobie znaleźć.
      Więc za ćwiczenie bardzo dziękuję, z pewnością z niego skorzystam, bo chyba moment życia zwyczajnie takiej zmiany spojrzenia wymaga i dobrze mi to zrobi. 🙂

      • Jestem prawdopodobnie w podobnej sytuacji, w każdym razie bardzo potrzebuję sukcesu. O ćwiczeniu przeczytałem zaledwie kilka dni temu i natychmiast wdrożyłem. Na razie jeszcze za wcześnie na wyniki, ale świetnie się bawię 🙂

  • Według mnie dobrym wyznacznikiem jest słuchanie swojego organizmu. Jeśli dajesz z siebie wiele, a w dalszym ciągu nie możesz się przemóc… Daj sobie czas.
    Życie ma Ci sprawiać frajdę, a nie być jedynie ciągłym gonieniem wyimaginowanych celów, które koniec końców mogą przynosić niewymierną satysfakcję.
    Słuchaj siebie, spróbuj robić coś innego, coś nowego, odpuść na próbę. Bardzo często potem chęci pojawiają się ze zdwojoną mocą. Znam to.
    Czasem samo myślenie nadmierne o czymś też skutkuje frustracją. Warto czasem dać się ponieść biegowi rzeczy i nie być dla siebie zbyt surowym.
    Pozdrowionka cieplutkie 🙂

    • Trochę wolniejsze tempo, odpoczynek i zrobienie czegoś zupełnie innego niż do tej pory pomogło i teraz działanie przychodzi z większą radością. Macie wszyscy rację, że czasami lepiej odpuścić niż działać na siłę. 🙂

      Dziękuję za poświęcony czas i tyle dobrych słów <3

  • a ja powiem tak: kiedyś chciałam nauczyć się śpiewać. ba, nie tyle co chciałam, ale chciałam i do tego przez dwa lata chodziłam na lekcję. ale jak się nie ma talentu, to się nie da, nie i już. nie ma sensu się frustrować, lepiej zająć się czymś innym.
    a relacje międzyludzkie, to już w ogóle.

    • Tylko, że mnie to co robię sprawia radość i wychodziło do pewnego czasu, dopóki nie nałożyło się kilka trudności i problemów i poszło. Ale i tak dziękuję za wartościowy komentarz. Będę mieć zawsze na uwadze, żeby nie angażować się tak bardzo w rzeczy, które nie są dla mnie dobre. 🙂

      Pozdrawiam!

  • Ja jestem zdania, że nie zawsze chcieć znaczy móc. Są rzeczy, których nie możemy przeskoczyć. Każdy z nas ma jakieś ograniczenia. Znam też to uczucie, że chce się za dużo i człowiek wpada w błędne koło. Masa pomysłów i projektów, łapanie się wielu rzeczy naraz, bo po co odkładać coś na potem. Robię teraz żeby się udało i wychodzi z tego tyle co nic. Po pierwsze na wszystko brakuje czasu, po drugie po kilku tygodniach nie mam już siły na nic – tym bardziej, że skutkiem ubocznym robienia tysięcy rzeczy naraz jest brak snu lub mocne jego ograniczenie do 3-4 godzin na dobę. A po trzecie, tracę chęć i radość z tego co robię, a wtedy to już zupełnie nic nie wychodzi.

    • Tak to właśnie ostatnio było, że pomimo chęci do działania szło to wszystko w złym kierunku nie układało się tak jak chciałam. Trochę odpoczynku jednak i odpuszczenie na chwile na szczęście pomogło i znów powoli ta radość z działania wraca. Bo jednak bez radości i pasji do działania niewiele nam wyjdzie. Oby jak najmniej takich momentów 🙂

  • Dominika B

    znam dokładnie to uczucie, pewnie przechodzę je w innym stopniu, bo w końcu każdy z nas jest totalnie różny, ale znam je 🙂 ja sie wtedy staram odpuścić, sprawdzić czego tak na prawdę chcę i czy to co właśnie mi sie nie udaje – mimo, ze staram się i staram jest tego warte. byle by czerpać radość z tego co się robi, z kim sie jest i z kim sie przebywa 🙂 Takie moje zdanie. w koncu zycie ma byc dla nas a nie my dla życia! 🙂
    Pozdrawiamy cieplutko! i powodzenia! <3
    czynnikipierwsze

    • Oczywiście, że życie jest dla nas! Czasami za mocno się wkręcam i jak nie wychodzi to nie odpuszczam tylko próbuję i próbuję. A to nie przynosi wiele, bo kierunek w którym działam nie jest takim jaki chce. Ale odpuszczenie pomogło i radość z działania znowu wróciła 🙂

      Pozdrawiam i dziękuję za wsparcie! <3

  • Taak, chyba można chcieć za bardzo… Niestety. I ludzie różnie się motywują – jednych strasznie nakręcają i popychają do działania teksty typu “dasz radę”, “kto jak nie ty”, “chcieć to móc” itp., a innych – przeciwnie. I nie ma w tym nic złego, po prostu musimy szukać własnego sposobu na motywację i na to, żeby robić jak najwięcej w kierunku naszego szczęscia, ale też nie obwiniać się, jeśli coś czasem się nie udaje lub jeśli zdecydujemy, że to moment, aby odpuścić. Bo i takie momenty są, wcale nie zawsze mądrze jest walczyć do samego końca i na ślepo. 🙂

    • Ciągle jestem w trakcie uczenia się odpuszczania, kiedy nie mam na coś dużego wpływu. Jak widać różnie jest jeszcze z efektami tego próbowania. Najgorzej czuję się jednak w takich sytuacjach, kiedy pomimo odpuszczenia i poczucia, że dobra zakasam teraz rękawy i robię, próbuję nic z tego nie wychodzi. 🙂 To chyba znak, że za mało było tego odpuszczenia 🙂

  • Skąd ja to znam 🙂 Kilka projektów odpuściłam chociaż pracowałam nad nimi kilka ładnych lat. Czasem trzeba się zatrzymać i wszystko przeanalizować, bo dążenie w to dalej rodzi tylko frustrację. Ja też wiele chcę i mam wiele planów. Postanowiłam cieszyć się z tego co jest, a nie tylko patrzeć w przyszłość. Każdy z nas ma swoje tempo, czasem wolno nie oznacza źle. Jeszcze gorzej, kiedy “chcieć za bardzo” łączy się z perfekcjonizmem. Wtedy to już jest ciężka praca.

    • To chyba to połączenie, o którym piszesz na końcu Madziu mnie teraz dopadło i stąd ta nieumiejętność poradzenia sobie z tym wszystkim. Na szczęście kryzys zażegnany i oby w takiej sile już nie wracał. A nam, żeby łatwiej przychodziło docenianie siebie. 🙂

  • Czytając Twój wpis widzę znajome mi uczucia i wątpliwości. Moim zdaniem jednym z głównych winowajców Twojego “kryzysu” jest perfekcjonizm. To niestety cecha, której nie da się zwalczyć do końca. Nawet jeśli przeskoczysz ciągłe dopieszczanie i poprawianie wszystkiego, działasz i uczysz się popełniać błędy, on nadal jest. Bo my perfekcjoniści wymagamy od siebie za dużo i trochę uzależniamy swoją wiarę w siebie od naszych efektów. Jeśli nie spełniają oczekiwań, to zaczynamy mieć wrażenie, że jest coś z nami nie tak.
    Tak jak pisało już kilka osób, warto zastanowić się, czy cele, jakie sobie wyznaczyłaś są tak naprawdę Twoimi celami i na ile są dla Ciebie ważne. Bardzo łatwo wpaść w wyścig szczurów, jaki jest już po prostu wszędzie i swoje cele ustalać nie w kontekście tego, czego my naprawdę chcemy, ale w kontekście tego, co robią inni ludzie.
    Bądź dla siebie wyrozumiała. To najlepsze co możemy dla siebie zrobić. Nie trzeba być produktywnym przez 100% swojego czasu. Nawet jeśli nie osiągnęłaś sukcesu, jakiego na początku oczekiwałaś, jestem pewna, że odniosłaś inne sukcesy – być może sukces nad sobą, pokonanie jakichś swoich słabości, nauczenie się czegoś nowego. To też są sukcesy. I warto o nich pamiętać.
    Ja uczę się tego od pewnego czasu, bo mam spory problem z byciem “zadowoloną z siebie”. Odkąd pamiętam oczekuję od siebie dużo, pracuję jeszcze więcej, a efekty, podobnie jak piszesz Ty, są odwrotnie proporcjonalne do włożonego wysiłku. Uczę się odpuszczać, bardziej słuchać swojego organizmu, pozwalać sobie na odpoczynek i pracować mniej. I muszę przyznać, że wraz ze spadkiem wkładanego wysiłku, moje efekty wcale nie spadają, więc może nie ma sensu tak bardzo się spinać i starać? Czasem warto odpuścić, a skupić się tylko na wybranych, najważniejszych działaniach. One też dają efekty, a pozwala to zachować więcej równowagi. A równowaga w życiu jest niezwykle ważna.

    • Często zazdrościłam ludziom, którzy mniej się angażują, a mają tyle samo co ja albo i więcej. Mimo że ja zrobiłam wszystko co mogłam, a nawet więcej. Zawsze mnie dołował ten paradoks. Ale masz rację z tym, że jak zaczęłam angażować się aż za bardzo to wcale moje działania nie straciły tak mocno na jakości. Perfekcjonizm to też jest moja choroba. Zgadzam się jednak, że choćby nie wiadomo jak człowiek starał się z tego wyleczyć to i tak uderzy z zupełnie innej strony. Na szczęście chwila wyluzowania takiego na serio pomogła i idzie już lepiej 🙂

      Dziękuję za tyle mądrych słów i tak wyczerpujący komentarz Sylwia ♥

  • Dorota Adam

    Jakie to prawdziwe. Wszędzie wymagają od nas lub wymagamy same od siebie bycia naj: najlepszy pracownik, najlepsza mama, kobieta mająca hobby sukcesy, czas dla siebie. Planowanie, uśmiech, piękna figura, humorek… I może jest ktoś kto sobie radzi z tym wszystkim. Jeżeli jest taki ktoś kto ma pracę, hobby, małe dzieci i ogarnia wszystko z uśmiechem na twarzy to od razu mu nie wierzę. Nie da się. Mam chęci, energię, nosi mnie, ale moja doba ma tylko 24 godziny. Nauczyłam się odpuszczać to czego nie muszę i odkładać na dalsze plany, a to stety i niestety jest moje hobby. Mimo to nie zrezygnuję choćbym miała stworzyć jedną rzecz na miesiąc. Moje plany rozpisuję na takie które muszę i które chcę. Czasem myślę, że jakbym miała kilka dni wolnego bez dzieci to czułabym się bardziej zmęczona niż teraz, bo nie wychodziłabym ze swojej pracowni i tworzyła… 😉

    • Ciągle uczę się sztuki odpuszczania. Ale bardzo podoba mi się ten system, który opisałaś w swoim komentarzu. Dzielenie obowiązków na te, które muszę i chcę może okazać się bardzo dobrym sposobem. Muszę bardziej to przemyśleć. Dzięki za podzielenie się swoim podejściem! Każdy pomysł jest w sytuacjach kryzysu na wagę złota 🙂

Close