in ORGANIZACJA

WYZNACZANIE CELÓW DLACZEGO ZMIENIAŁAM PODEJŚCIE?

at
wyznaczanie-celow-zmienilam-podejscie

     Styczeń w pełni. Nawet się nie obejrzymy, a będziemy już witać luty i tak miesiąc nowego roku będzie już można uznać za przeszłość. Czas gna jak szalony i nikt nie umie znaleźć sposobu jak zachować go przy sobie na dłużej.

Tegoroczny styczeń jest dla mnie inny. Wykorzystuje go do tego, by ciągle ukierunkowywać swoje plany i cele na ten rok. Jeszcze nie wszystkie dokładnie poukładałam, ale daje sobie na to czas. Wbrew pozorom nie tylko pierwsze dni nowego roku sprzyjają planowaniu i rozmyślaniu. Kiedyś żyłam przekonaniem, że jeśli nie obudzę się 1 stycznia z całą listą rzeczy do zrealizowania to właściwie już na starcie jestem przegrana.

Moje cele nadal przechodzą transformację. Niektóre zmieniam, inne całkowicie wywalam, bo w pośpiechu uznawałam za ważne rzeczy, które nie mają zupełnie znaczenia. Ale pozwalam sobie na takie tasowanie, bo dzięki temu wyznaczam cele o wiele świadomiej niż w poprzednich latach. Wtedy skupiałam się na ilości – im więcej tym lepiej. Czy to były cele ważne czy nie, czy one miały wnieść coś do mojego życia – to była sprawa drugorzędna. Kończyło się to zazwyczaj upchaniem listy na dno szuflady i zapomnieniem. Znany scenariusz?

Dlaczego świadomość złych nawyków jest tak istotna?

STARAJ SIĘ ULEPSZAĆ

   Na szczęście coraz więcej ludzi zmienia to co nie działa. Nie łudzi się już nadzieją, że jak spróbuję 10 raz tej samej metody to może akurat jakimś cudem tym razem się sprawdzi. Jeśli coś nie działa i sprawia, że nadal stoimy w miejscu to zmieniamy to poszukując lepszego sposobu. Takiego, który zwyczajnie pomoże nam realizować wytyczone zadania. Bo przecież nie chodzi o to, żeby tkwić w martwym punkcie tylko zrobić co do nas należy i iść dalej. 

Długo żyłam w przekonaniu, że jak wkroczę w nowy rok ze skrzętnie spisaną listą to coś się zmieni. Wreszcie zacznę być kowalem swojego losu. Spełnię wszystkie punkty i dumnie będę mogła powiedzieć nowy rok nowa ja. Stara śpiewka i stara ja.

Zmieniłam więc podejście i postanowiłam ugryźć moje tegoroczne cele z zupełnie innej strony. Skoro wcześniejsze sposoby nie bardzo się sprawdzały to i tak nie mam nic do stracenia. Czy to się sprawdzi tego nie wiem, ale już za kilka miesięcy będzie można się o tym przekonać.

KONIEC Z PLANAMI NA CAŁY ROK

    Podstawowa zmiana sprawia, że przestaje wybiegać daleko w przyszłość. Nigdy to nie przynosiło nic dobrego. Najczęściej kończyło się rozczarowaniem, albo nagłą zmianą planów wymuszoną przez życiowe sytuacje. To niosło za sobą tylko demotywację do dalszego działania czy planowania, bo po co skoro i tak życie zweryfikuje wszystko po swojemu, a moje plany hmm będę mogła włożyć sobie między bajki. Większość planów nie wypalała nie z braku moich chęci czy działania, a właśnie dlatego, że plany wyznaczone na rok z góry zupełnie się nie sprawdziły. Przestawały mieć znaczenie albo w ogóle nie były do niczego potrzebne i w sumie zapominałam z jakiego powodu  na tą listę trafiły. Ale nie wypełnione cele pozostawały. Świadomość, że znów nic z tego też.

Teraz zmieniam taktykę. Postanowiłam ograniczyć swoje cele do kilku miesięcy wprzód. Nic dalej. Skoro planowanie miesiąca czy tygodnia działa i udaje mi się realizować najważniejsze kwestie to czemu nie spróbować ograniczyć czasowo tych dużych celów. W ten sposób wykluła się metoda, przy pomocy której będę wyznaczać cele na 3 miesiące z góry. I na tym moje postanowienia się kończą. Prosta matematyka zamiast raz do roku siądę cztery. Może i lepiej siąść raz, a porządnie, ale dla mnie ni lepiej. Czasami to będzie jeden cel, nad którym będę chciała pracować, czasami dwa – nie więcej. Więcej nie jestem w stanie z siebie wykrzesać. 

KORZYŚCI MILE WIDZIANE

    Dzięki temu łatwiej będzie mi panować nad celem, który przed sobą postawię. Do tego nagła zmiana planów aż tak bardzo nie wybije mnie z rytmu działania i łatwiej będzie wdrożyć w życie plan B. A jeśli nie zadziała, bo i tak się może zdarzyć, nie jestem przecież mistrzem planowania i organizowania sobie życia, to manewrowanie, by wyjść z tego obronną ręką nie będzie takie skomplikowane. Poza tym wydaje mi się, że w takich krótkich odcinkach czasu o wiele łatwiej jest nam utrzymać konsekwencję i chęci do działania. Przynajmniej mnie jest łatwiej. Bo choć ekscytacja i zapał na początku jest ogromny to w codziennych obowiązkach na samym zapale daleko się nie zajedzie.

 

Chętnie poznam Twoją taktykę działania? Wolisz długie dystanse czy jesteś zwolennikiem tych krótkich odcinków? Jak widzisz w tym roku przeobrażam swoje cele próbując zupełnie czegoś innego. Czy przeobrażenie w krótkodystansowca się sprawdzi czas pokaże. Jeśli więc masz ochotę opowiedz mi jaki plan działania Ty obrałeś!

  • rozpoczęłam ten rok dość kiepsko i musiałam uporządkować wiele rzeczy, ale juuuuż jest dobrze mam nadzieję, że luty będzie lepszy

    • Niestety życie lubi płatać różne figle – nie zawsze takie na jakie jesteśmy przygotowani. Drugi rok z rzędy również nie zaczyna się dobrze, ale na ile można trzeba próbować to naprawiać. W końcu tyle czasu jeszcze przed nami.

  • Moje cele na ten rok są dość luźne. Nie do końca sprecyzowane. Wiem co chcę osiągnąć i jak się za to zabrać, ale nie wykluczam zbaczania z wcześniej obranej sobie ścieżce. Znowu założyłam (standardowo), że schudnę (bo męczy mnie ta moja waga i chcę się lepiej czuć). Tym razem nie wpisałam jednak liczby, bo czuję że rozczarowałabym się po raz kolejny. Ograniczyłam słodkie i fast food, wprowadziłam trochę treningów. Taki plan na styczeń. Efekty zobaczę pod koniec stycznia (nie chcę ważyć się zbyt często bo tylko się przez to dołowałam). Wówczas opracuję plan na luty. Obiecałam sobie też odwiedzić 6 nowych miejsc w Polsce i zostawiłam puste pola, bo nie planuję jakie to będą miejsca. Czas pokaże. Chcę dalej szkolić swój język japoński, ale znowu w styczniu robię sobie przerwę, bo ostatnie miesiące nic innego poza japońskim nie robiłam. Jest to luźny plan, ale jest i póki co dobrze mi z tym. Prowadzę też BuJo (coś nowego i póki co mi się sprawdza), a także pilnuję dziennego instagrama poprzez project 365 (od tak, bo chciałam ożywić swoją stronę i media społecznościowe) – i to nic, że zdjęcia są różnej jakości. Ważne, że są. Ćwiczę systematyczność.

    Twoja metoda też jest mi bliska, tylko ja stawiałam sobie swego czasu wyzwania. 10 rzeczy, których chcę spróbować w tym czy innym kwartale. Wychodziło różnie, ale zazwyczaj te 5 do 8 rzeczy się udawało. Może znów do tego wrócę

    Powodzenia!

    • Stawianie wyzwań to super pomysł! Jakieś konkretne cele swoją drogą i do tego kilka wyzwań dla urozmaicenia. Muszę o tym pomyśleć.

      Przede wszystkim dziękuję Ci Martyna za tak wyczerpujący komentarz. Bardzo mnie cieszy, kiedy ktoś tak bardzo chce się dzielić swoimi przemyśleniami, bo to najważniejsza rzecz w blogowaniu kontakt z drugim człowiekiem. Co do planów to samo ich nazwanie nie musi być bardzo konkretne, ale już zadania z nimi związane określam bardzo szczegółowo, żeby wiedzieć czego i ile muszę zrobić. Co do wagi to ja też z nią walczę cały czas. Gdzieś tam marzy mi się jakaś sylwetka i ciągle do niej dążę. Ale już dawno przestałam się ważyć. O wiele lepiej jest spisywać swoje wymiary i potem je kontrolować, bo w obwodach traci się szybciej niż może na to wskazywać waga. A to co pokazuje potrafi być czasem bardzo demotywujące. Bo przecież dajesz tyle z siebie, a tu stoi w miejscu.

      Powodzenia w każdym celu jaki sobie wytyczyłaś. Oby udało się je powoli precyzować i odhaczać jako zrobione. Trzymam kciuki!

  • Jest w tym sens! Duże cele dobrze jest obrać po kawałeczku i podzielić na miesiące, tygodnie, czy dni. Dużo łatwiej wtedy osiąga się te mniejsze, jak i większe rzeczy. Metoda małych kroczków sporo ułatwia, a przede wszystkim pomaga osiągać cele. Myślę, że to dobra strategia

    • Małe kroki robione konsekwentnie są w stanie zaprowadzić nas naprawdę daleko. Coraz częściej ta metoda jest spotykana i najlepsze to, że działa. Warto więc próbować na sobie.

  • To dobra taktyka. Fajną opcją jest jeszcze zrobienie takich planów na cały rok, tzn może bardziej wyznaczenie sobie celów. I wtedy rozbicie tego na kilka miesięcy. Realizowanie małych celów co miesiąc nie wydaje się tak straszne jak te wielkie, które przytłaczają nas już na starcie

    • To prawda. Poza tym szybciej widać efekty naszych działań. A to, że nam coś wychodzi i są tego pozytywne efekty mobilizuje do szukania nowych pomysłów na siebie i ich realizowania.

  • Świadomość tego co dla nas lepsze jest już dużym krokiem w przód. Ja wyznaczam sobie cele na cały rok, ale skrupulatnie rozpisuję z nich zadania na każdy miesiąc. Moja metoda jest taka mieszana, ale się sprawdza. Trzymam kciuki za realizację :*

    • To prawda najgorzej tkwić w czymś co się nam nie sprawdza i oczekiwać, że może się uda coś osiągnąć. Każda metoda jest dobra. Najważniejsze, żeby odpowiadała nam. Tak samo jak z organizacją.

  • Piękny tekst i bardzo się pod nim podpisuję:) ja też wolę krótkoterminowe cele i do tego baby steps, widzę, że łatwiej mi to zrealizować, skupić się na działaniu. Wielkość przeraża mnie w każdym wymiarze;-) jest mi łatwiej planować mniejsze rzeczy, czuję się bardziej zmotywowana drobnym zwycięstwem. Banalnym przykładem jest mój powrót do biegania. Będę biegać długie dystanse- raczej nie. Zaczynam od krótszych i będę je przedłużać- to jest łatwiejsze w realizacji i mnie nie przerasta. Podobnie blogowo i bardziej życiowo.
    Mam w głowie dwie duże rzeczy, ale rozbijam je po prostu na “maluchy”, to daje mi większy power do działania.
    Ściskam ciepło:))

    • Każde małe zwycięstwo pcha nas do kolejnego to prawda. A duże rzeczy są zbyt odległe, żeby chciało nam się na nie czekać i w tym czekaniu wytrwać. Może to dlatego, że jesteśmy za bardzo niecierpliwe i lepiej nam małymi krokami przybliżać się do sukcesu radując się na każdy kroku kolejnym postępem
      Pozdrawiam! ;*

  • Cele kwartalne brzmią zdecydowanie lepiej niż roczne, łatwiej skupić się na realizacji konkretnych zamierzeń staram się wyznaczać sobie takie filary-punkty do realizacji na dany okres, parę tygodni/miesięcy, regularnie kontroluję, czy te cele oby na pewno są dobre i użyteczne dla mnie i modyfikuję listy ‘to do’ według potrzeb:)
    Miłego weekendu, Milena!

    • Jakoś tak łagodniej brzmią prawda rok to bardzo długa perspektywa czasami zbyt dla nas odległa, a 3 miesiące zwłaszcza teraz kiedy czas umyka tak szybko to chwila i już jesteśmy zmuszeni wyznaczać plany na kolejne miesiące. Zobaczymy jak to się ostatecznie sprawdzi, ale wiążę z tym spore nadzieje

      Dziękuję i wzajemnie dużo dobrego na ten weekend!

  • Zgadzam się i myślę podobnie:) Rok to bardzo długi okres czasu, w ciągu którego wiele się zmienia. Często w sierpniu nie mamy już ochoty realizować założeń ze stycznia, bo zmieniła się sytuacja i to postanowienie już nie ma sensu… Ja zazwyczaj dzielę rok na pół, myślę o postanowieniach w kategorii styczeń-czerwiec. Ale zejście do kwartałów może być nawet lepsze, ogólnie dobra myśl!

    • Pół roku to tez ciekawa opcja. Najważniejsze żeby się nie przytłaczać zbyt długim okresem, bo już wiele razy przekonałam się, że to za daleka przyszłość by wiedzieć co i jak będę chciała zrobić. Na razie dzielę sobie rok na mniejsze kawałki, zobaczymy jak to się sprawdzi. Trzeba próbować

  • Według mnie najważniejsze, by cele były faktycznie realne i stosunkowo łatwo mierzalne, by na bieżąco można było monitorować postępy i czerpać z nich dodatkową motywację do działania

    • Dokładnie widoczne postępy są bardzo ważne i napędzają nas do dalszego działania. Jeśli sami w sobie nie potrafimy znaleźć zapału do działania to takie małe sukcesy mogą okazać się bardzo istotne i pomocne. A co do celów oczywiście trzeba w tej kwestii twardo stąpać po ziemi, bo bujanie w obłokach nie przyniesie nic dobrego.

  • Każdy powinien dostosować swój system planowania do swoich potrzeb. U mnie sprawdza się takie podejście, że wyznaczam sobie jakieś większe cele, które chciałabym osiągnąć w danym roku, a do tego małe kroczki-cele, które muszę zrealizować aby ten duży cel osiągnąć. Zazwyczaj ta metoda się u mnie sprawdza, więc akurat w tej kwestii nie planuję żadnych zmian.

    • Najważniejsze, że się sprawdza. Dla mnie rok to za dużo tym bardziej, że wiele życiowych sytuacji, które wyskakują niespodziewanie potrafi mi przeorganizować wszystko i wtedy tamte cele nie mają już racji bytu. Zobaczymy jak to się sprawdzi. Najwyżej będę kombinować dalej. Jak mówią potrzeba matką wynalazków

  • Felipe

    Świetny tekst 🙌 z morałem :planowanie na krótsze terminy daje większą efektywność bo czas goni a to największa mobilizacja;) Nigdy sie nie poddawać ,Można upaść ale trzeba wstać, a chcesz lub nie chcesz, albo myślisz ze nie dasz rady, i tak wstaniesz…

    – życie✋

  • Wprawdzie mam cele i plany wybiegające dalej w przyszłość, ale bardziej szczegółowe planowanie, faktycznie sprawdza się w stosunku do tego, co chcemy osiągnąć w najbliższej przyszłości. W przeciwnym razie, często kończy się tak, że dużo czasu schodzi na planowanie, a przy realizacji zapał opada Podoba mi się też krótka lista celów i nieprzywiązywanie się zbytnie do “przełomowych” dat

    • Dla mnie jeśli chodzi o daty to wykorzystuje je tylko do tego, żeby określić kiedy chce żeby zadanie było wykonane. Dzięki temu uczę się też tego, żeby nie odkładać wszystkiego na ostatnią chwilę.

  • Megly

    Super porady! Sama też kiedyś robiłam wielkie postanowienia, najlepiej na cały rok. Jednak życie jest bardzo dynamiczne, lub nas zaskakiwać i to, co sprawdziłoby się u mnie teraz, może być zupełnie nieadekwatne za kilka miesięcy.
    Sama też jestem zwolenniczką małych planów, których realizacja jest realna. Ogromne przedsięwzięcia są ok, ale pod warunkiem, że mamy ogrom determinacji i jesteśmy niemalże nadludźmi. Jeśli rozsądnie podzielimy cel na małe zadania, które będziemy realizować krok po kroku – mamy większą szansę na wygraną, a i satysfakcja będzie milsza, bo po każdym małym kroku, będziemy z siebie dumni, że nam się udało.
    Poza tym nawet jak noga nam się podwinie, na chwile zwątpimy, łatwiej nam się będzie podnieść, bo coś nam się już udało, jesteśmy w drodze. Zrealizowane cele motywują i zachęcają do dalszych działań. Nie wolno się poddawać.
    Bardzo cenny post! Ja pierwszy raz od… właściwie to w ogóle pierwszy raz w tym roku realizuję swoje postanowienia noworoczne. Udaje mi się i jestem z siebie bardzo dumna!
    Tobie życzę powodzenia i wytrwałości! Będzie dobrze, masz solidną podstawę
    Pozdrawiam weekendowo, Megly (megly.pl)

    • Bardzo Ci gratuluję tego, że mimo wieloletnich nieudanych prób starasz się działać dalej i na dodatek bardzo dobrze Ci idzie. Oby jak najwięcej było tych małych sukcesów, które zaprowadzą po więcej i sprawią, że zrealizujesz swoje założenia nawet ponad normę!<3

      Pozdrawiam!

      • Megly

        Otóż to! Najtrudniejszy pierwszy krok, a potem nawyki przychodzą same. Także tak naprawdę u mnie z tymi celami jest trochę tak, że najtrudniej mi się jest zabrać do jakiegoś działania. Jak już się wkręcę i złapię przysłowiowego “bakcyla” to to, co kiedyś przerażało potem staje się przyjemnością

        Pozdrowionka

  • Ojj ja nie wybiegam daleko w przyszłość Oczywiście mam jakieś cele na cały rok, ale nie rozpisuję ich z miesięcznym wyprzedzeniem. Ja wolę plany tygodniowe, miesięczne i roczne u mnie się nie sprawdziły. Planuję sobie, co mam w tygodniu zrobić, biorąc pod uwagę moje miesięczne/roczne priorytety. O, właśnie tak to wygląda

  • W tym roku postanowiłam sobie nie robić dalekich planów, tylko małymi krokami spełniać te bliższe. Jest satysfakcja i można iść spokojnie do przodu. Często przy planach, które wybiegały daleko w przód albo traciłam zainteresowanie za szybko, albo najnormalniej na świecie zapominałam o nich

    • Takie odległe plany z czasem przestają po prostu mieć dla nas taką wartość jak w trakcie ich formułowania. Może o wiele lepszym podejściem byłoby przysłowiowe ‘branie byka za rogi’. Mam pomysł to od razu biorę się za jego realizację.

  • O tak! To moja niezmienna od lat taktyka:) Nigdy nie lubiłam celów stawianych “na rok”. To zbyt dużo czasu i gdzieś to się wszystko rozmywało po drodze. Zdecydowanie lepiej jest planować krótkoterminowo. Takie cele są łatwiejsze w realizacji i z reguły łatwiejsze do osiągnięcia. Świetny tekst, ale to jak zawsze!

    • Cel i idące od razu za nim działanie daje nam o wiele większe szanse na skuteczną realizacje. Póki co spróbowałam wcielić w życie więcej rzeczy niż w ostatnich latach. Więc może to zadziała. Na wnioski przyjdzie jeszcze czas Dzięki za miłe słowa!

  • Nigdy nie planuję nic dalej niż miesiąc w przód. Chyba, że wymaga tego ode mnie sytuacja. Staram się brać to co przyniesie los i łączyć to jak najlepiej z własnymi celami i marzeniami

    • Wtedy jesteś na bieżąco i z planem i jego realizacją. Też stosuje plany miesięczne i wyznaczam sobie co z tych większych chce teraz zrobić. Dużo taka krótkoterminowość pomaga.

  • Cenię sobie plany miesięczne. Nigdy nie stawiałam za bardzo sobie planów rocznych czy typowych takich postanowień noworocznych. Może nawet i miałam jakiś duży cel, ale i tak zawsze planowałam je sobie w miesiącach i skupiałam się tylko na tym. Dzięki temu na swoim koncie miałam więcej sukcesów, mogłam bardziej siebie pilnować i w ogóle lepiej mi szło

  • Myślę, że krótsze dystanse są zdecydowanie lepszą opcją.

  • Moja taktyka przypomina Twoją – przejście od celów wykutych w żelazie do spokojniejszego podejścia, słuchania siebie i szukania tego, co u mnie sprawdzi się najlepiej. Mam w głowie ogólną wizję tego, gdzie chciałabym być za rok, ale w tym roku nie skupiam się już na rezultatach. Staram się wdrożyć nawyki, które pozwolą mi osiągnąć to, czego chcę, prędzej czy później, a także to utrzymać. Polecam, u mnie działa to zdecydowanie lepiej! Nawyk to mała czynność wykonywania codziennie a to dla mnie zdecydowanie łatwiejsze niż wielkie zdanie p.t. “schudnę 10 kg”.

    • To prawda! Poza tym budowanie nawyku uczy nas wytrwałości w działaniu i systematyczności. A to z pewnością są rzeczy, które przydają się również kiedy podejmuje inne działania. Warto więc pracować nad takimi ‘uniwersalnymi’ umiejętnościami, które pomogą nam w pokonywaniu kolejnych etapów.

      • Ładnie to ujęłaś – warto ćwiczyć np. wytrwałość czy samodyscyplinę

  • Dominika B

    juz dawno porzuciłam wyznaczanie sobie celów na przyszłość :D. za duzo ucieka, kiedy jestem skupiona na tym co bedzie za rok, czy nawet za 3 miesiące. U mnie super sprawdza się miesięczne planowanie
    ja należe do roztrzepanych osób i nie mogących usiedzieć w miejscu, wiec to juz w gole
    krótsze dystanse sa zdecydowanie lepsze! lepiej małymi kroczkami do przodu
    http://czynnikipierwsze.com/

    • Też korzystam z miesięcznego planowania, bo to działa. A póki co wymieniam roczne cele na drobniejsze kroki w trakcie tych 12 miesięcy zobaczymy jak to się sprawdzi żeby też dać sobie szansę na małe marzenia

  • Zgadzam się – jeśli jakaś taktyka zawodzi, należy ją zmienić. Ja zdecydowanie lubię planować na cały rok, rozpisując duże cele poprzez małe na każdy miesiąc… małą łyżeczką, ale wciąż i wciąż (jak to się mówi).

    Rozumiem jednak, że każda taktyka musi być dopasowana do osoby, tak aby jak najefektywniej realizowała swoje plany

    Ściskam!

    • Wielokrotnie już cele roczne się nie sprawdziły. Zwyczajnie traciłam do nich zapał. Zgadzam się, że każdy musi próbować i testować na sobie nowych sposobów. Wtedy dopiero jesteśmy w stanie znaleźć ten najlepiej dostrojony instrument, który nam pomoże. Bo jak wiadomo samo się nie zrobi, można mieć narzędzie, a i tak stać w miejscu.

      Pozdrawiam serdecznie!

  • Galantyka Blog

    Dokładnie tak! W moim przypadku też robię listę co chciałabym zrobić w najbliższym czasie i raz w tygodniu wdrażam jakąś rzecz w życie i cały tydzień się na niej skupiam. Potem staje się ona po prostu nawykiem
    Powodzenia w realizacji celów! Oczywiscie tu zostaję
    galantyka.blogspot.com

    • W takim razie czuję się jeszcze bardziej zobowiązana do testowania tego sposoby skoro działa i się sprawdza na razie na mnie też działa bardzo fajnie, o dziwo lepiej niż plany roczne, więc może to jest ta droga, którą muszę iść dalej

      Bardzo miło mi, że będziesz tutaj gościć. Mam nadzieję, że często

      Pozdrawiam!

  • Myślę, że masz do tego tematu bardzo rozsądne podejście. Takie długoterminowe planowanie ma moim zdaniem jedną, naczelną wadę – cele są na tyle odległe, że stają się abstrakcyjne. Wolę więc krótki dystans i metodę małych kroków, które można dopasowywać i zmieniać na miarę swoich aktualnych potrzeb.

    • Czegoś takiego co da mi większe pole manewru potrzebowałam. Bo niestety nie wszystko jestem w stanie osadzić w czasie więc wybieganie aż tak daleko to jak piszesz zupełna abstrakcja. I choć pozwalam sobie na snucie marzeń to jednak nie wybiegam z nimi za daleko.

  • Pingback: CZY STYCZEŃ COŚ ZMIENIA? MAŁE PODSUMOWANIE()